poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Park narodowy Manuel Antonio

Dzisiaj wybraliśmy się na mały trekking po parku narodowym Manuel Antonio.
Chyba nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji zobaczyć tylu egzotycznych zwierząt i roślin poza ogrodem zoologicznym. Zanim doszliśmy do parku zobaczyliśmy kilka tukanów, potem leniwca, iguany, małpy, a o kwiatach i innych ciekawych roślinach ciężko pisać bo się nie znamy ale wyglądają przepięknie.

Tukan

Leniwiec

Jaszczur :)

Sam park jest położony nad oceanem i w ramach zwiedzania goście mają do dyspozycji kilka rajskich plaż i szlaki wiodące przez dżunglę. Momentami było sporo turystów ale i tak warto tu przyjechać i zobaczyć te cuda na własne oczy. 
Ostrzegam, że poniższe zdjęcia mogą wywoływać uczucie złości i zazdrości ;)



Kiedy zmęczeni kilkugodzinnym spacerem zalegliśmy na jednej z tych plaż, po chwili rozległ się dźwięk gwizdka. Okazało się, że to strażnik parku chodzi po plaży i ostrzega przed wchodzeniem do oceanu ponieważ do wody właśnie wlazł krokodyl i poluje na swój obiad. Cóż to było za widowisko. Poza zbiegowiskiem kilku osób, które koniecznie chciały krokodyla zobaczyć pojawiła się chmara padlinożernych ptaszurów oraz kilka jaszczurów i szopy, które chyba liczyły na resztki z obiadu krokodyla.


 Niestety zabrakło nam dobrego obiektywu ale jeśli się dobrze przyjrzycie to na tym zdjęciu widać grzbiet bestii:


Manuel Antonio jest niewątpliwie wspaniałe i polecamy każdemu poszukiwaczowi wrażeń i przygód odwiedzenie tego miejsca. Hoteli w okolicy nie brakuje. Ceny w Kostaryce są relatywnie wysokie i porównywalne do tych w zachodniej Europie ale tragedii nie ma. Jakość usług i hoteli jest wysoka a ludzie bardzo mili i pomocni. Wszyscy uśmiechnięci i na luzie. 
Wstęp do parku kosztuje 16$ od osoby. Bilety kupuje się przy wejściu do parku.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wreszcie nad oceanem!

Wczoraj wyruszyliśmy autobusem z San Jose i po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do miasteczka Manuel Antonio, które położone jest na wybrzeżu Oceanu Spokojnego.
Co tu dużo pisać? Znaleźliśmy się w raju na ziemi. Bujna zieleń wdziera się w każde możliwe miejsce. Kolorowe kwiaty o najróżniejszych kształtach przyciągają swoim zapachem piękne kolibry. Owoce które w Polsce możemy zobaczyć tylko w sklepach, tutaj wiszą na wyciągnięcie ręki.  Małpy skaczą po drzewach. Nad głowami latają papugi i tukany. Jest jak na filmie National Geographic albo Animal Planet. 

A ocean? Sami zobaczcie:



Woda ma temperaturę 30 stopni. Są dosyć spore fale i mocne prądy ale potaplać się można, a nawet trzeba. Warunki idealne do surfingu i bodyboardingu. Wszystko przed nami.
 Jutro ruszamy na wyprawę do parku narodowego Manuel Antonio więc czekajcie na następną relację ze zdjęciami przyrody.
Pozdrowienia z Kostaryki


sobota, 5 kwietnia 2014

San Jose - Kostaryka

Na kilka tygodni zostawiliśmy Meksyk i udaliśmy się do Kostaryki. To podobno jeden z najpiękniejszych krajów pod względem przyrodniczym. Będziemy mieli okazję żeby się o tym przekonać.
Wylądowaliśmy w stolicy czyli San Jose. Pierwsza niespodzianka na lotnisku - urzędnicy sprawdzający paszporty nie noszą żadnych uniformów czy mundurów. Chłopak, który sprawdzał mój paszport był ubrany w dres. To dobry znak świadczący o dużym dystansie i luzie panującym wśród mieszkańców.
San Jose to dosyć kuriozalna stolica ze względu na swój prowincjonalno-barakowaty wygląd. Położone na wzgórzach miasto zamieszkuje jedynie około 250 tysięcy ludzi. 
Zadziwiło nas to, że jak na najbezpieczniejszy kraj Ameryki Środkowej w każdym oknie widać kraty, a ogrodzenia budynków są zbrojone drutem kolczastym. Kiedy zapytaliśmy o to, lokalnego kolegę Kaśki, z którym spotkaliśmy się wieczorem na piwie, ten nie umiał nam odpowiedzieć na zadane pytanie. Wygląda na to, że generalnie Kostaryka jest bezpiecznym krajem ale stolica w niektórych miejscach potrafi być niebezpieczna więc trzeba się mieć na baczności. Na szczęście nam się nic niemiłego nie przytrafiło.

W mieście nie ma prawie żadnych atrakcji ani zabytków dlatego zabawiliśmy tu ledwie jeden dzień. 
Poniżej kilka zdjęć z centrum miasta.



Pomiędzy barakowymi budynkami jest też kilka wyjątków takich jak budynek poczty czy teatr narodowy:



Mexico City - drugi dzień

Kolejny dzień w stolicy Meksyku spędziliśmy spacerując po dzielnicy Chapultepec. Nazwa ta w dosłownym tłumaczeniu oznacza wzgórze pasikoników. Jest to zielona okolica, której większość obszaru zajmują parki i ogrody. Sporo tu muzeów, galerii sztuki i pomników. Można tu również odwiedzić za darmo ogród zoologiczny i ogród botaniczny.
Muzeum historii Meksyku, które mieści się na szczycie wzgórza Chapultepec
Audiorama czyli wydzielona część parku przeznaczona dla melomanów - można tu odpocząć słuchając przyjemnej muzyczki
Atak krwiożerczych, meksykańskich wiewiórek ;)

Po południu dotarliśmy do dzielnicy ekskluzywnych hoteli i biurowców. Poza tym sporo knajp i barów gdzie oprócz dobrego jedzenia można się napić pysznego, zimnego piwka, a nawet naszej, polskiej Wyborowej ( pierwsza wódka w każdym menu).
Ceny podobne do tych w Polsce.
Centralny punkt Rosy
Jedna z głównych ulic Rosy.

środa, 2 kwietnia 2014

La ciudad de Mexico

 24 godziny w podróży i jesteśmy na "drugim końcu świata".
Kilkunastogodzinny przelot z Paryża do Meksyku to podróż dla wytrwałych ale daliśmy radę. Jeszcze tylko godzina załatwiania formalności na lotnisku i wkroczyliśmy w świat fiesty, taco i tequili.

Zatrzymaliśmy się w prywatnym pokoju wynajętym za pośrednictwem portalu airbnb.com. Mieszkanie mieści się w starej willi konkwistadorów niedaleko od ścisłego centrum. Naszym gospodarzem jest młody Meksykanin, który przywitał nas bardzo serdecznie i wytłumaczył jak najlepiej poruszać się po tym gigantycznym mieście.

Meksyk plasuje się w pierwszej dziesiątce największych miast świata. Podobno żyje tu około 22 milionów ludzi. Co ciekawe, że w 1519 roku kiedy przybyli hiszpańscy konkwistadorzy z Hermanem Cortesem na czele mieszkało tu już ponad 100 tysięcy Indian. Miasto położone jest na wyżynie, na wysokości 2240 metrów i zajmuje powierzchnię półtora tysiąca kilometrów kwadratowych.

Następnego dnia po po przylocie zrobiliśmy kilkugodzinny spacer po Centro Historico, w którym znajdują się zabytki z różnych okresów istnienia miasta. Są tu pozostałości budowli Azteków, katedry z czasów konkwistadorów, okazałe budynki z czasów podbojów kolonialnych, a także z czasów rewolucji meksykańskiej. Wszystko poprzelatane jest architekturą okresu komunizmu oraz współczesnymi wierzowcami. 
Największe wrażenie zrobiły na nas murale Diego Rivery, które można oglądać odwiedzając kolejne zabytki. Murale te przedstawiają najważniejsze postacie i wydarzenia historyczne Meksyku.

Kilka zdjęć z dzisiejszego spaceru:
Zocalo czyli Plac Konstytucji
Palacio Nacional i kaktusowe ogrody:


Ulice Centro Historico:

Murale Diego Rivery